|
John
i Joan odpoczywali na trawniku w parku - być może po partii tenisa - i
oglądali stokrotki. Zaczęli o nich rozmawiać i Joan opowiedziała, jak
uczono ją zapisywać i klasyfikować układ liści w roślinach: posuwając się
wzdłuż łodygi w górę, należało policzyć liście i obroty wokół łodygi,
poprzedzające dojście do liścia, znajdującego się bezpośrednio nad punktem
wyjścia. Otrzymane liczby układają się zwykle w ciąg Fibonacciego.
John jako matematyk interesujący się roślinami wiedział o tej
prawidłowości. U roślin wydają się istnieć pewne stałe proporcje w
rozkładzie liści i płatków na łodydze, odpowiadające ciągowi liczb
naturalnych, zaczynający się od liczb 1, 1, 2, 3, 5, 8, 13, 21, 34, 55,
89,..., każda kolejna liczba w ciągu jest sumą dwóch poprzednich.
Kiedy Joan zaczęła przyglądać się mrówce biegnącej po naskórku
własnej ręki, John wyciągnął z kieszeni szyszkę jodłową, na której można
było znaleźć liczby Fibonacciego.
Joan zwróciła uwagę, że to samo
można zauważyć na pojedynczych kwiatkach stokrotki rosnących obok koca.
W przypadku stokrotek trudniej odkryć, jak należy liczyć płatki,
więc Joan zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem liczby Fibonacciego nie
są skutkiem obranej metody zliczania.
Pamiętała, że podobny pogląd
ogłosił biolog D'Arcy Thompson, w klasycznym dziele Growth and Form
(Wzrost i kształt), opublikowanym w 1917 roku.
Podobne
prawidłowości matematyczne w przyrodzie wydają się urzekające i
pociągające dla wielu matematyków, w odróżnieniu od nich Thompson zwalczał
w wspomnianym dziele myśl, iżby liczby miały jakiekolwiek znaczenie w
przyrodzie.
Wspólnie z John narysowali kilka wykresów, by sprawdzić
swoją hipotezę, lecz nie zadowoliło to Johna, rozmyślającego dalej o tym,
"jak rosną stokrotki".
Przykład 1.

Biorąc
zwykłe kółeczko do kluczy (jak na zdjęciu, tylko nierozciągnięte), załóżmy
je na wskazujący palec, tak jak pierścień.
Przekręćmy je na palcu.

Możemy widzieć, że nasze kółeczko składa się z dwóch
zwojów (Rysunek A), niektórzy przed sobą będą mieli jeden zwój zamknięty
(Rysunek B). Następnie, przekręćmy kółeczkiem tak jak pierścieniem
wokół palca. W pewnym momencie zauważamy, że zmienia się liczba zwojów.
Ci którzy widzieli wcześniej dwa zwoje, po przekręceniu na
kółeczku widzieć będą jeden zwój zamknięty (Rysunek B), którego końce
jeszcze się ciągną, z tego powodu może się wydawać że są to dwa zwoje,
gdzie jak widać końce kółeczka nie schodzą się ze sobą.
W przypadku
osób, które widziały wcześniej jeden zwój zamknięty sytuacja wyglądać
będzie na odwrót, obecnie nalicza się na kółeczku dwa zwoje (Rysunek
A).
Równocześnie można twierdzić, że: - kółeczko do kluczy
składa się z dwóch zwojów - kółeczko do kluczy, składa się jednego
zwoju, którego końce jeszcze się ciągną, z tego powodu może się wydawać że
są to dwa zwoje, gdzie jak widać końce kółeczka nie schodzą się ze
sobą..
Przykład 2.
Włóżmy do dłoni trzy kłosy
żyta.
Ta dłoń, przyjmijmy, że jej granice zamykają pewien świat
albo fragment świata (DŁOŃ).
Każdy kłos żyta stanowi indywiduum.
Skoro tak, zatem w DŁONI mamy przynajmniej trzy indywidua kłos1, kłos2,
kłos3.
Ile przedmiotów znajduje się w tym świecie? Można uznać
za synonimy wyrazy "indywiduum" , "przedmiot" , "konkret" itd. Wówczas,
uznajemy, że ta dłoń zawiera trzy przedmioty. Istnieją wszakże zupełnie
poprawne doktryny logiczne z których wynika co innego.
Podobnie jak
ziaren piasku nie traktujemy z osobna (ziarenko1, ziarenko2, ziarenko3
itd.), ale wspólnie nazywamy piaskiem, podobnie w przypadku dwóch kłosów
żyta, często nie jesteśmy zainteresowani pojedynczym kłosem. Nie ma żadnej
zobowiązującej zasady, która zabraniałaby przyjąć, że najmniejsza
jednostką do policzenia jest dwu-kłos,trzy-kłos.
Umieszczając dwa
kłosy w polu percepcyjny, na wysokości oczu, zauważamy, istniejące między
nimi ścisłe podobieństwo. Sądzimy że są to oddzielne indywidua, kiedy
jeden kłos unosimy w ręce prawej, drugi w lewej. Wydaje się, że są to dwa
przedmioty, ponieważ są rozdzielne i przestrzennie
niestyczne.
Wyłuskując z każdego z kłosów ziarna, okazuje się, że
według tego kryterium, w naszych dłoniach mieliśmy więcej rozdzielnych i
obecnie przestrzennie niestycznych przedmiotów. Przeszliśmy do innego
schematu.
Schematy są różne. Niektórzy logicy uważają, że dla dwóch
dowolnych konkretów istnieje przedmiot będący ich sumą. Według tych
logików świat-DLOŃ, na który składają się "trzy indywidua" (kłos1, kłos2,
klos3) zawiera właściwie siedem przedmiotów ( kłos1, kłos2, kłos3 oraz
przedmiot kłos1 + klos2, oraz przedmiot klos1 + kłos3, oraz przedmiot
kłos2 + kłos3, oraz przedmiot kłos1 + kłos2 + kłos3).
Niektórzy
ludzie - a w szczególności mowa tu o logikach - przyjmują, iż powyższy
zespół przedmiotów, uzupełnia "przedmiot pusty", będący logicznym
uzupełnieniem pozostałych. "Przedmiot pusty" jest częścią dowolnego
przedmiotu. Gdyby przyjąć ich sugestię i dołączyć owe indywiduum (nazwijmy
je 0), należałoby wówczas powiedzieć, że świat-DŁOŃ zawiera osiem
przedmiotów.
Na poziomie potocznym również przeskakujemy między
takimi schematami.
Wygląda tak, jakby rzeczywistość można było
opisać na parę alternatywnych sposobów matematycznych, a przyjęta metoda
zliczania wpływa na wynik. Nie ma, zatem absolutnej matematycznej
rzeczywistości.
Ktoś rzuci: - A zatem wszystko jest
relatywne! Nie. Ja i ty może jesteśmy połączeni wspomnianymi
schematami. Dajmy na to "sprawiedliwość", niektórzy fizjologowie
przyjęli przypisywać części mózgu znajdującej się nad łukami brwiowymi.
Mylą się, jej zalążek znajduje się raczej w tylniej części
mózgu. "Sprawiedliwość" ma swe korzenie w postrzeganiu symetrii. Mówi
się, że sprawiedliwość jest różnie rozumiana przez różnych ludzi, żyjących
w różnych kulturach. Kiedy jednak odetnę cię od kultury i spojrzysz jak
fotograf na dwa perspektywicznie ciągnące się rzędy drzew, po lewej i po
prawej stronie drogi pobudzisz symetrię i poznasz czym jest
sprawiedliwość.

[David Hume mylił się co do nieobserwowalności związku
przyczynowo-skutkowego, mylił się również kwestionując możliwość
wyciągania z tego "jak jest" tego "jak powinno być". ]
W przyrodzie
zdajemy się znajdywać potwierdzenie używanych przez nas schematów.
Schematy przykładowo matematyczne zdają się prowadzić do takich samych
wyników mimo zmiany metody, po której do owych wyników dochodzimy np. -1 x
-1 oraz 1 x 1 dają w obu przypadkach 1.
Stwarza to złudzenie, że
wyniki istnieją na zewnątrz dotychczasowych równań.
Dodatek
Jak rozumieć schematy?
Przydatna jest tu analogia z
śrubami i nakrętkami. Do demonstrowania bardzo przydatne są duże
plastikowe śruby, stanowiące element zestawu do zabawy dla dzieci. Przy
demonstracji warto posmarować śrubę olejem, wówczas zwykły nacisk palcem
przy jednoczesnym przytrzymaniu nakrętki spowoduje wsunięcie się śruby w
gwint, powinien temu towarzyszyć wymuszony obrót śruby, w jednym
kierunku.

Eksperymentator usytuowany od lewej strony usiłuje
przemieścić śrubę w stosunku do nieruchomej nakrętki przytrzymywanej w
palcach, w kierunku wskazanym przez strzałkę (---> ). Dokonać tego
można przez wkręcanie śruby w nakrętkę zgodnie z kierunkiem obrotów
wskazówek zegara. Odwrócenie modelu o 180 stopni nie zmienia rezultatu
doświadczenia; śruba również i tym razem obraca się "w prawo"!
Wynik tego doświadczenia powinien być oczywisty, z reguły jednak jest
zaskakujący dla słuchaczy.
Wyobraźnia przestrzenna u wielu ludzi
jest mało rozwinięta. Przykładem może być myślowy eksperyment z
montażem prawoskrętnej śruby z lewoskrętną nakrętką [lewoskrętny gwint
-schemat]. Najczęściej przypuszcza się, że w tym celu należy po prostu
odwrócić nakrętkę [gdzie kierunek gwintu -schemat pozostawiamy],
lub zmienić kierunek obracania śruby. Fakt, że takich elementów nie da się
połączyć w żaden sposób, jest dla wielu ludzi również
zaskakujący... A przecież zupełnie podobnie: prawej rękawiczki nie
da się w żaden sposób dopasować do lewej
dłoni...
[Wraz z obrotem śruby zmienia się położenie nakrętki,
gwint -schemat- pozostaje ten sam. A więc i dalej śruba kręci się w
tą samą stronę.]
POŁOŻENIE (w przestrzeni) OBSERWATORA NIC NIE MA
TU DO RZECZY!
Czy to podczas transakcji ekonomicznych, czy
rozwiązywania problemów gospodarczych, przykładowo praktykowanego już od
czasów starożytnych zliczania rocznego plonu, urzędnicy, nadzorcy,
ekonomiści korzystali i korzystają z matematyki. Większość z nich jest
przekonana, że za pomocą matematyki można w pełni opisać przyrodę, co
więcej niektórzy sądzą, że matematyka spoczywa w porządku odkrytym
wszechświata. Na początku astronomowie, geometrzy wierzyli, że
odkrywają prawa wszechświata, dopiero z czasem pojawia się u nich
refleksja nad samym narzędziem, metodą, którą dotychczas bezwiednie
stosowali. Człowiek poddający refleksji własne poznanie, zadaje pytanie: W
jaki sposób świat, który widzę, świat, który znam, zależy od metody,
narzędzia, zmysłów, intelektu, których używam do poznania?
|powrót do
strony głównej|
|